Drinki z rumem – przykładowe propozycje

Poniżej przykłady drinków do zrobienia z niektórych rodzajów rumu.

1. Rum biały -  Mojito

Standardowy przykład zastosowania białego rumu w drinku.

Skład:

45 ml białego rumu
2 łyżeczki cukru
2 gałązki mięty
90 ml wody gazowanej
sok z połowy limonki
4 kostki lodu

Do wysokiej, okrągłej szklanki dodajemy cukru trzcinowego (2 płaskie łyżeczki). Wyciskamy pół limonki i dodajemy miętę. Dodajemy wody. Dobrze mieszamy (wygniatamy). Dodajemy rumu i kostki lodu. Wszystko przed podaniem mieszamy.

Przepis niezawodny – drink orzeźwiający – bardzo lubiany przez panie.

2. Rum czarny -  drink z rumem – Honey Martini

Skład:

Rum (preferowany czarny)
1 łyżeczka miodu
sok z połowy limonki

Zmieszać wszystkie składniki i podać w kieliszku na martini. Można udekorować plasterkiem pomarańczy.
W tym przypadku sugerowany dobry czarny rum (w sumie to się mocno narzuca Havana 7-letnia z dostępnych w Polsce). Drink dość słodki.

3. Rum brązowy – Drink Captain Morgan on Acid

Bardzo ciekawy i rzadko w sumie spotykany przykład drinka z rumem jako shot.

Skład:

30 ml rumu (ciemnego, jak nazwa wskazuje preferowany Captain Morgan)
30 ml malibu
odrobina curacao
odrobina soku ananasowego
parę kropel grenadine

Rum, malibu, curacao oraz sok ananasowy mieszamy w shakerze (razem z lodem). Nalewamy do kieliszków (takich jak do wódki). Dolewamy parę kropel soku grenadine. Gotowe!

4. Malibu – dla wielbicieli rumu kokosowego – są naprawde świetne drinki z tym rumem. Z moich ulubionych podaję dwa – jeden słodki, drugi orzeźwiający.

a)  Drink z Malibu – Banana Buster

45 ml malibu
30 ml Baileys
15 ml likier bananowy
Średniej wielkości banan

Z banana odkrawamy dwa cienkie plasterki. Podane składniki wraz z dwoma kostkami lodu wrzucamy do miksera. Miksujemy przez ok. 10-15 sekund. Wlewamy do kieliszka koktajlowego. Kładziemy na powierzchni drinka odkrojone plasterki banana dla dekoracji.

b)  Drink z Malibu – Malibu Apple & Ginger

45 ml rumu kokosowego (Malibu)
30 ml sok jabłkowy
sok z kawałka cytryny (np. z ćwiartki)
piwo imbirowe

Do niskiej szklanki z lodem wlewamy malibu, sok jabłkowy i cytrynowy. Wstrząsamy. Dopełniamy szklankę piwem.

Na koniec pozostawiłem jeden – dla mnie specjalny miks – Cuba Libre. Niby po prostu rum z colą, ale moim zdaniem cola (wraz z limonką) świetnie uwidacznia smak rumu i potraktowałbym ten drink, jako pole do wypróbowania każdego rodzaju rumu. Świetnie spisuje się już od białego, poprzez ciemne, czarne (jedynie CM Original Spiced mi nie podszedł, ale on mi generalnie jako rum nie podchodzi) aż po premium. Tak z takimi rumami można zrobić po prostu premium Cuba Libre i zaświadczam, że różnica w smaku jest świetnie wyczuwalna.

Skład:

50 ml rumu (w oryginalnym przepisie biały rum)
100 ml coca coli
limonka
lód

Do wysokiej szklanki z lodem dolewamy rum. Uzupełniamy colą oraz dekorujemy plasterkiem limonki (możemy też trochę soku z limonki dodać wcześniej do rumu).

To na tyle jeśli chodzi o krótkie wprowadzenie. Jeśli ktoś ma ochotę o coś spytać zachęcam do kontaktu drinki@havanaclub(no spam).com.pl lub do odwiedzenia mojej strony  Rum, drinki z rumem -> www.havanaclub.com.pl

lub bloga – blog miłośnika rumu na onet.pl

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jak zostałem miłośnikiem… czyli pierwszy kontakt ludzko – rumowy

Are You ready?! Tak brzmią pierwsze słowa jakie Jonathan Davis śpiewa na pierwszej płycie zespołu Korn. Co to ma wspólnego z rumem? Bezpośrednio może nic (chyba, że Jon też jest miłośnikiem tego trunku :) ), ale wracając do pewnego pięknego lata roku Pańskiego 2005 postawienie tego pytania w kontekście pierwszego, świadomego (o nieświadomym zaraz) kontaktu z rumem wydaje mi się z perspektywy czasu zasadnym.

Ano czemu świadomego? Ponieważ pierwsze kontakty z rumem miałem wcześniej. Trunek jednak ten ciężko obecnie nazwać rumem (wręcz nasza najjaśniejsza UE nakazała zmianę nazewnictwa), gdyż Tuzemak, bo o nim rzecz, a niegdyś rum Tuzemsky jest robiony na bazie melasy z buraków, a rzeczona najjaśniejsza nazywa rumem jedynie produkty pochodzenia trzcino-curkowego.

Jako że jestem mieszkańcem południowej Polski słowo rum oznaczało ni mniej ni więcej – słodziutki i rozgrzewający dodatek do herbatki w zimne dni i noce. Żadnych tam Cuba Libre i innych frykasów – herbatka, ot co.

Drugi kontakt – równie nieświadomy, to moja wojaż do kraju zwanego Australią. Pytam znajomych, co za alkohola (oprócz winka naturalnie) tu dobrego i sławnego mają, co by można było do kraju nad Wisłą zawieść. Znajomi, że rum, taki z niedźwiadkiem – Bundy się nazywa. Wiadomość idealna – jest prezent na zimne wieczory dla babci. Rum = herbatka. No to siup do sklepu, patrze jest niedźwiadek, Bundaberg się nazywa, jakieś ma oznaczenia UP, OP, nie wiedziałem o co chodzi, wziąłem OP (teraz wiem, że OP= overproof, czyli coś koło 57,7% – sorry babciu).

www.havanaclub.com.pl

Nawet nie skosztowałem :( bo zapomniałem wziąć butelki… dla siebie (frajer).

Nadszedł więc sobie spokojnie rzeczony rok 2005. W porywie narastającej otwartości na świat w postaci wyjazdów tropikalnych, moja rodzinka postanowiła wyruszyć za ocean. Kierunek maksymalnie intrygujący – KUBA (jako że już się czułem trochę dorosły, to nawet przez moment myślałem, że może czas się usamodzielnić w wojażach i nie jechać – guupii, opamiętanie na szczęście szybko przyszło wraz z pierwszym zdjęciem plaży hotelowej).

KUBA – ojczyzna Fidela, Che, cygar i, jak czytamy… rumu (to tam też z herbatą piją?). Parę stron w przewodniku dalej padają pierwsze słowa w połączeniu z trunkiem – Cuba Libre, Pina Colada, Daiquiri, Mojito (mięta, ble) – drinki jednym słowem.

Cuba Libre – rum z colą. He? Z colą to ja łychę mieszam i będę próbował Jim Beany i inne Jacki a nie rum proszę Państwa. Raczej nie byłem wtedy “ready” na kontakt z rumem.

Tak między jednym a drugim huraganem (bo się chłopina parę lat później podczas okopów w innym hotelu na Kubie podczas huraganu dowiedziała że okres lipiec-wrzesień to szczyt okresu huraganów) spokojnie osiedliśmy w bajecznej miejscowości Varadero. Pogoda na Kubie - żyleta cały rok (niemniej jednak lipiec – wrzesień popaduje w ciągu dnia).

Pierwsze kroki po zrzuceniu bagaży skierowaliśmy oczywiście do baru (w końcu to tzw. “all” był, to szkoda byle minuty straconej). My friend (jak to zwykle) what would You like to drink? A co tam, na Kubie to kubańskie na początek. Cuba libre, please…

Nie wiem co to był za dzień, ale tamtą chwilę obwieszczam moim pierwszym (świadomym) kontaktem ludzko-rumowym. Rumu (lokalny napój alkoholowy – lubię takie lokalne napoje) – dokładnie biała Havana Club, razem z lodem koło połowa szklanki, do tego limonka i cola. W oddali muzyczka Buena Vista Social Club a przed oczami biały piasek i lazur oceanu. Nie wiem czy to ten klimat karaibski, czy co innego, ale w tamtym momencie stałem się miłośnikiem rumu :)

lukwec

Opublikowano Alkohole, Drinki, Kulinaria, Podróże, Przepisy, Rum, Uncategorized | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz